Każdy człowiek, który przychodzi na świat, jest skazany na to, by to system utrzymał go przy życiu. W najlepszym wypadku system ten tworzą matka i ojciec. Jeżeli z różnych powodów oni nie mogą o nas zadbać, opiekę nad nami musi przejąć inny system:
- krewnych,
- instytucji państwowych,
- szpitali,
- domów dziecka,
- rodzin zastępczych,
- rodziców adopcyjnych.
W przeciwnym wypadku byśmy nie przeżyli.
Zatem inny system przejmuje odpowiedzialność w miejsce rodziców.
Przed urodzeniem należymy do systemu ciała matki, a przez matkę do ojca. Do trzech lat trwa czas, nim nauczymy się poznawać różnicę między nami a naszym otoczeniem. W wieku około trzech lat po raz pierwszy potrafimy wyartykułować „ja”. Do tego czasu jesteśmy całkowicie powiązani z systemem, który nas otacza i w którym wyrastamy. Traktujemy go za rzeczywistość tego świata i nie jesteśmy w stanie go zakwestionować.
„Siedzimy w strąku grochu i sądzimy, że cały świat musi być taki zielony.”
Ta faza początkowa i dzieciństwo w pewien sposób wpływają na nasz obraz świata. Istnieją więc miliony różnych obrazów świata, a świat ma wiele, wiele kolorów. My zaś w trakcie życia jesteśmy wezwani do tego, by zrezygnować z naszego początkowego obrazu świata i wejść we własną rzeczywistość, własny kolor, czyli wyrosnąć poza system i coraz bardziej się indywidualizować. To długi proces rozwoju. Coraz większe usamodzielnianie się i rozwijanie niezależnej osobowości przez całe nasze życie napawa nas strachem. Obawiamy się opuszczenia naszego początkowego systemu i stanięcia na własnych nogach, stania się niezależną, samodzielną osobowością i znalezienia własnego koloru.

